Byłam dziś na drugiej wizycie leczenia starego kanału. Leżę sobie wygodnie na poduszeczce w fotelu dentystycznym, doktor stara się dotrzeć do samego końca kanału, trochę boli, ale to żaden ból w porównaniu z tym, którego napadów staram się pozbyć. Zasadniczo spotkanie z dentystą nie wywołuje we mnie traumy. Jednak nie tym razem. Spokój w głosie mego stomatologa zburzył jeden mały, minimalny fakt. Do tej pory słuchałam podobnych opowieści biorąc je za typowe urban legends. Tymczasem dzieję się to we mnie, w dodatku nie mogę nawet opuścić szczęki w całkowitym niedowierzaniu, bo mam ją już otwartą w całej rozciągłości.
- A ha - słyszę nad sobą głos lekarza - trafiłem na kawałek narzędzia.
TAK! X lat temu lekarz stomatolog ułamał w moim zębie kawałek wiertełka i tam je zostawił tarasując sobie dalszą drogę do kanału.
Znam ludzi, ba! sama jestem jednym z nich, z żużlem w kolanach, kawałek igły w nodze też u kogoś znajomego by się znalazł, albo nici. Ale żeby kawałek wiertełka?
Ktoś da więcej?
czwartek, 3 stycznia 2013
poniedziałek, 31 grudnia 2012
poniedziałek, 24 grudnia 2012
xmas whishes
Muszę przyznać, że tegoroczna podróż do domu na Święta była jedną z najgorszych w ciągu ostatnich kilku lat. I to nie ze względu na problemy z połączenie. Nie. Tym razem wszystko poszło sprawnie. Choć pociąg, którym jechałam na przesiadkę do Poznania miał ze względu na poranny wypadek na torach postój w polu, przesiadka w Poznaniu czekała. W dodatku żaden z pociągów nie był przeładowany ludźmi i spokojnie znalazłam miejsca. Najgorsze było to, że od rana rozbierała mnie na czynniki pierwsze grypa.
Niedzielę całą przespałam. Dziś, choć czuję poprawę, nadal nie jestem w na tyle dobrej formie, by zrobić cokolwiek kreatywnego. W dodatku mam wyrzuty sumienia, bo nie dość, że moja świąteczna pomoc została ograniczona do minimum, to jeszcze dotarły do mnie informacje o 3 ofiarach mojego piątkowego kaszlu.
Pozdrawiam świątecznie z mojego małego lazaretu:)
xmas whishes, a photo by forsycja on Flickr.
niedziela, 23 grudnia 2012
bezglutenowe uszka
Wśród potraw na wigilijnym stole najważniejsze dla mnie są, były i zawsze będą uszka. Tego zabraknąć nie może, nawet jeśli trzeba dostosować przepis do diety bezglutenowej. Jutro tradycji stanie się za dość i znów ulepię swoje uszka. Ciasto smakuje tylko odrobinę inaczej.
Ciasto:
1 szklanka mąki bezglutenowej (pierogowej lub uniwersalnej)
1 żółtko lub 1 łyżka oleju
ok. 1 szklanka bardo gorącej wody
sól
Nadzienie:
6 dag grzybów suszonych
1 duża cebula
sól, pieprz,
2 łyżki oleju
Grzyby myję i moczę przez 20 minut w niedużej ilości wody. Następnie gotuję je do momentu wyparowania większości wody. Cebulę obieram i kroję w drobną kostkę. Smażę na oleju, uważając aby nie przypalić. Grzyby odcedzam i kroję na drobną kostkę. Dodaję do cebuli na patelni by chwilę razem podsmażyć. Solę i obficie pieprzę. Ostudzić.
Przygotowanie ciasta:
Wszystkie sypkie składniki na ciasto wsypuję do głębokiej miski, wlewam 1 szklankę bardzo gorącej wody a na koniec olej. Mieszając powstałą masę należy rozcierać łyżką grudki. W razie potrzeby można dodać więcej wody. Należy doprowadzić do takiej konsystencji, by łatwo dało się zrobić palcem dołek w cieście. Odstawić na 10-15 minut pod przykryciem do przestygnięcia.
Tradycyjna sztuka klejenia uszek w wypadku bezglutenowego ciasta raczej nie przejdzie. Dlatego najlepiej odrywać po kawałeczku ciasta, rozklepywać je na dłoni na małe placuszki i na to nakładać farsz. Następnie zlepiam wystające rogi pierożka formuję uszko.
Uszka wrzucam do posolonego wrzątku i gotuję powoli, bez przykrycia. Wyjmuję, gdy wypłyną na wierzch i układam na talerzu wysmarowanym olejem.
Ciasto:
1 szklanka mąki bezglutenowej (pierogowej lub uniwersalnej)
1 żółtko lub 1 łyżka oleju
ok. 1 szklanka bardo gorącej wody
sól
Nadzienie:
6 dag grzybów suszonych
1 duża cebula
sól, pieprz,
2 łyżki oleju
Grzyby myję i moczę przez 20 minut w niedużej ilości wody. Następnie gotuję je do momentu wyparowania większości wody. Cebulę obieram i kroję w drobną kostkę. Smażę na oleju, uważając aby nie przypalić. Grzyby odcedzam i kroję na drobną kostkę. Dodaję do cebuli na patelni by chwilę razem podsmażyć. Solę i obficie pieprzę. Ostudzić.
Przygotowanie ciasta:
Wszystkie sypkie składniki na ciasto wsypuję do głębokiej miski, wlewam 1 szklankę bardzo gorącej wody a na koniec olej. Mieszając powstałą masę należy rozcierać łyżką grudki. W razie potrzeby można dodać więcej wody. Należy doprowadzić do takiej konsystencji, by łatwo dało się zrobić palcem dołek w cieście. Odstawić na 10-15 minut pod przykryciem do przestygnięcia.
Tradycyjna sztuka klejenia uszek w wypadku bezglutenowego ciasta raczej nie przejdzie. Dlatego najlepiej odrywać po kawałeczku ciasta, rozklepywać je na dłoni na małe placuszki i na to nakładać farsz. Następnie zlepiam wystające rogi pierożka formuję uszko.
Uszka wrzucam do posolonego wrzątku i gotuję powoli, bez przykrycia. Wyjmuję, gdy wypłyną na wierzch i układam na talerzu wysmarowanym olejem.
piątek, 21 grudnia 2012
Koniec świata
Koniec świata, takiego jakim go znałam, następował w moim życiu już kilka razy. Ostatni koniec świata przeżyłam, gdy lekarze potwierdzili diagnozę SM. Wtedy nastała ciemność i płacz. Wtedy myślałam, że to prawdziwy koniec świata. Trwało to kilka dni, po których na szczęście zza czarnych chmur wyszło piękne słońce.
A co jeśli nastąpiłby dziś prawdziwy koniec świata? Czy ktoś się zastanawiał?
Dopóki jednak trwa ten świat polecam świetne kino, polecam "Melancholię". Dla mnie to przepięknie nakręcona opowieść o sile natury oraz ludzkiej niemocy.
A co jeśli nastąpiłby dziś prawdziwy koniec świata? Czy ktoś się zastanawiał?
Dopóki jednak trwa ten świat polecam świetne kino, polecam "Melancholię". Dla mnie to przepięknie nakręcona opowieść o sile natury oraz ludzkiej niemocy.
środa, 19 grudnia 2012
Endodoncja pod mikroskopem
To co u mnie dotychczas lekarze uznawali za neuralgię nerwu twarzowego (związaną z SM) być może jest jedynie źle wyleczonym zębem kanałowym. Byłam dziś na rewizji tego kanału pod mikroskopem. Szczęka i portfel bolą mnie do tej pory. Zabieg nie należy do najtańszych, ale jeśli mój stomatolog nie myli się, uda mi się pozbyć uporczywych bóli lewej połowy twarzy;)
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Street Foto - co warszawiacy noszą
Odwiedziłam dziś wystawę Street Foto - co warszawiacy noszą wieńczącą trzymiesięczne warsztaty fotograficzne zorganizowane przez Okręg Warszawski ZPAF. Na ścianach galerii zawisło 65 wybranych na drodze konkursu najlepszych fotografii uczestników warsztatów.
Okazuje się, że wdzięcznym obiektem dla młodych fotoamatorów stało się starsze pokolenie Warszawiaków. Zobaczyć też można sporo zdjęć z życia ulicy, próby fotografii modowej oraz obrazy ciekawych detali codzienności. To jeszcze nie wyżyny fotografii streetowej, ale wdzięczny początek dla debiutantów.
Wystawę można oglądać do 31 grudnia w siedzibie ZPAF na pl. Zamkowym 8. W dni powszednie w godzinach 12-18, weekend 14-18. Wstęp wolny. Niestety obiekt nie jest dostosowany dla niepełnosprawnych :(
PS. Niestety, sama nie zdążyłam wydrukować na czas swoich zdjęć.
Okazuje się, że wdzięcznym obiektem dla młodych fotoamatorów stało się starsze pokolenie Warszawiaków. Zobaczyć też można sporo zdjęć z życia ulicy, próby fotografii modowej oraz obrazy ciekawych detali codzienności. To jeszcze nie wyżyny fotografii streetowej, ale wdzięczny początek dla debiutantów.
Wystawę można oglądać do 31 grudnia w siedzibie ZPAF na pl. Zamkowym 8. W dni powszednie w godzinach 12-18, weekend 14-18. Wstęp wolny. Niestety obiekt nie jest dostosowany dla niepełnosprawnych :(
PS. Niestety, sama nie zdążyłam wydrukować na czas swoich zdjęć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

