Kochani, otrzymałam rozliczenie 1%. Jesteście WSPANIALI! Po 6 latach wspieracie mnie z taka samą siłą. Dziękuje Wam! Przede wszystkim za to, że jesteście i pamiętacie <3
piątek, 11 listopada 2016
sobota, 5 listopada 2016
Całe życie pod górkę
Zaczynam wierzyć, że rok 2016 jest małym wrednym skurczybykiem, który postanowił dopiec mi za wszelką cenę.
Owszem, wyjechałam na szybki weekend do przecudownej Gruzji, ale gdy tylko wróciłam zaczęły się zawroty głowy. 24/7. Wspaniale.
Owszem, wyjechałam na szybki weekend do przecudownej Gruzji, ale gdy tylko wróciłam zaczęły się zawroty głowy. 24/7. Wspaniale.
piątek, 30 września 2016
Wrzesień z piekła rodem
Cały wrzesień bujało mnie SM.
Gdy tylko w połowie miesiąca odzyskałam moc w nogach w prawej zaczęła się przeczulica. Woziłam się z tym uczuciem tydzień, aż w poniedziałek 19 września z niemałym zdziwieniem poczułam, że już nie czuję przeklętego mrowienia. Przeczulica ustąpiła, lecz pozostał ból głowy.
Światłowstręt trzymał równe trzy tygodnie. Tego samego dnia gdy odzyskałam nogę i sprawność głowy wylądowałam na pogotowiu bez możliwości ruszania głową. Wylądowałam więc w przepięknym kołnierzu ortopedycznym.
Po kolejnym tygodniu wraz z zanikaniem bólu szyi zaczęłam zauważać słabnący wzrok w lewym oku. W związku z czym spędziłam kolejne godziny w szpitalu na okulistyce. Po przeprowadzeniu miliona badań miła pani doktor orzekła, że sama decyzji tej nie podejmie i zaprosiła mnie na następny dzień na spotkanie z ordynatorem.
Wizyty w szpitalu skończyły się sterydem wbitym bezpośrednio pod oko - bom chciała uniknąć leżenia w szpitalu i sączenia sterydów przez żyły. Zastrzyk pomógł! Ból twarzy, który towarzyszył mi w pierwszych godzinach po zabiegu minął. Oko przestało boleć przy poruszaniu. Powoli zniknęły migoczące plamy, drgania i nieostrość na obrazie.
środa, 7 września 2016
To nie jest kraj dla chorych ludzi
Jeżeli myślicie, że osobie chorej na SM łatwo jest uzyskać zwolnienie lekarskie to się grubo mylicie. Gdy choroba atakuje absolutne nic nie jest proste i łatwe.
W poniedziałek zaczęłam ratować się wlewami z witamin. Sprawdzone. Pomagają. Są drogie. Chciałam je opłacić z pieniędzy gromadzonych na subkoncie (dzięki Wam, kochani) Ergo PTSR musi opłacić fakturę za nie. Pierwszy wlew opłacam sama (200 zl zainwestowane w zdrowie). Następnie z fakturą za kolejne dawki w ręku człapie do siedziby ptsr. Na szczęście w miare blisko. Wchodzę. Wszystkie pokoje pusciutkie, pracownice na korytarzu paplają o niczym. Pytam w sekretariacie czy mogę zostawić fakturę. - Nie, do działu subkont. Prosto do końca i w lewo - ryczy sekretarka. Idę. Mijam korytarzowe divy. Wchodzę we wskazane drzwi. Jedyna obecna za biurkiem osoba rozmawia przez telefon z matką. 10 minut. Gdy kończy wchodzę. Ewidentnie przeszkadzając. Przekazuję fakturę i pytam czy wszystko ok. Pani orzeka, że muszę przynieść zaświadczenie od lekarza neurologa że mogę brać te suplementy. Nogi unikają się pode mną. I weź tu teraz znajdź neurologa! Wiem, że muszę to ogarnąć ale nie wiem czy wystarczy mi sił by dostarczyć to osobiście. Pytam czy mogę przeslać skan. Słyszę, że nie...
- Proszę przynieść oryginał. Wtedy podejmiemy decyzję czy opłacić fakturę.
Wewnątrz krzyczę "kurwa" na zewnątrz łzy rezygnacji zbierają się w oczach.
Jadę do przychodni pod domem. Może mają neurologa. Może wystawią mi zwolnienie. Staje przy okienku rejestracji i przez kolejne 20 minut jestem ignorowana przez obsługę. Z jednej z podsluchanych rozmów telefonicznych dowiaduje sie, że nie mają dziś miejsc do żadnego lekarza. Wychodzę.
Piszę do mojego szpitalnego lekarza czy mogę wpaść następnego dnia na dyżur. Nie odpowiada.
Następnego dnia dzwonię do przychodni dla pracowników. Dowiaduje się, że akurat dziś przyjmuje neurolog.
Jadę.
Neurolog stwierdza niezdolność do pracy ale nie może wystawić zwolnienie, bo mu jakieś przepisy nie pozwalają. Wystawia za to papierek dotyczący suplementów i zaświadczenie dla innego lekarza o potrzebie zwolnienia.
Idę do recepcji. Pokazuje zaświadczenie i pytam czy jest dzis lekarz, który może mi wystawić L4. Recepcjonistka proponuję bym udała się do lekarza, który przyjmuje w mojej pracy. Wyjaśniam jej że ni ch ja. Ledwo doczlapalam się tutaj i więcej nie dam rady. Pani złośliwie:
- skoro pani chodzić nie może to może po karetkę zadzwonić?
Wyjaśniam kolejny raz na czym polega problem. Jasno jak debilowi. Na co jestem chora i co to znaczy. Pani chowa głowę pod ladę i nie mówi już nic. Wydawać by się mogło, że nastąpił impas ale do akcji wkracza znana mi z przychodni w pracy pielęgniarka. Dzwoni do lekarza obecnego w mojej pracy, wyjaśnia o co chodzi, czyta zaświadczenie neurologa, prosi o wystawienie L4. Sprawa załatwiona.
- Proszę przynieść oryginał. Wtedy podejmiemy decyzję czy opłacić fakturę.
Wewnątrz krzyczę "kurwa" na zewnątrz łzy rezygnacji zbierają się w oczach.
Jadę do przychodni pod domem. Może mają neurologa. Może wystawią mi zwolnienie. Staje przy okienku rejestracji i przez kolejne 20 minut jestem ignorowana przez obsługę. Z jednej z podsluchanych rozmów telefonicznych dowiaduje sie, że nie mają dziś miejsc do żadnego lekarza. Wychodzę.
Piszę do mojego szpitalnego lekarza czy mogę wpaść następnego dnia na dyżur. Nie odpowiada.
Następnego dnia dzwonię do przychodni dla pracowników. Dowiaduje się, że akurat dziś przyjmuje neurolog.
Jadę.
Neurolog stwierdza niezdolność do pracy ale nie może wystawić zwolnienie, bo mu jakieś przepisy nie pozwalają. Wystawia za to papierek dotyczący suplementów i zaświadczenie dla innego lekarza o potrzebie zwolnienia.
Idę do recepcji. Pokazuje zaświadczenie i pytam czy jest dzis lekarz, który może mi wystawić L4. Recepcjonistka proponuję bym udała się do lekarza, który przyjmuje w mojej pracy. Wyjaśniam jej że ni ch ja. Ledwo doczlapalam się tutaj i więcej nie dam rady. Pani złośliwie:
- skoro pani chodzić nie może to może po karetkę zadzwonić?
Wyjaśniam kolejny raz na czym polega problem. Jasno jak debilowi. Na co jestem chora i co to znaczy. Pani chowa głowę pod ladę i nie mówi już nic. Wydawać by się mogło, że nastąpił impas ale do akcji wkracza znana mi z przychodni w pracy pielęgniarka. Dzwoni do lekarza obecnego w mojej pracy, wyjaśnia o co chodzi, czyta zaświadczenie neurologa, prosi o wystawienie L4. Sprawa załatwiona.
I co? Łatwizna?
piątek, 2 września 2016
Rzut nr 5
Przed wyjściem z pracy ogarniam sprawy na tyle, by z czystym sumieniem dziś zostać w domu.
Na chatę docieram uberem. Śpię. Potem stawiam pierwsze kroki w świecie zombie. Dobrze, że mam małe to mieszkanie i od ściany do ściany nie zarzuca daleko :)
Na chatę docieram uberem. Śpię. Potem stawiam pierwsze kroki w świecie zombie. Dobrze, że mam małe to mieszkanie i od ściany do ściany nie zarzuca daleko :)
Dziś do 12 nie wstaję. Właściwie to zaraz pójdę spać.
Może potem uda mi się wytrenować Kicię, tak aby mi pudełka z jedzeniem z lodówki przynosiła :)
Może potem uda mi się wytrenować Kicię, tak aby mi pudełka z jedzeniem z lodówki przynosiła :)
PS. Don't panic!
niedziela, 28 sierpnia 2016
O tym jak wykończyło mnie Pendolino.
Wielokrotnie powtarzałam tu, że ze względu na SM upały są dla
mnie nieznośne i zwykle powodują nasilenie objawów choroby (Vide zeszłoroczne
budzenie się bez czucia w nogach). Dlatego latem staram się wybierać pociągi z
klimatyzacją.
Dziś wracałam z Sopotu. Ostatni dzień wakacji. Pociąg obłożony
na full. Wybieram wagon nr 7 - strefę ciszy. Już wchodząc wali mnie w twarz
gorąc stojącego w miejscu powietrza. Nie działa klima. Mimo to zajmuje miejsce
i upewniam się, czy Kicia nikomu nie przeszkadza.
- Przepraszam, chciałam dać znać, że przewożę kota i zapytać czy
nie będzie państwu przeszkadzać jak czasem wychyli głowę spod siedzenia -
zagajam uprzejmie do pary siedzącej za mną w przedziale.
Młoda kobieta siedząca po prawej od razu z uśmiechem zerka na
podłogę w nadziei, że znajdzie tam kiciusia. Mężczyzna siedzący przy oknie
uchyla gazetę, za którą się chował i rzecz:
- A ja chciałem panią poinformować, że mam alergie i nie życzę
sobie kota w mojej okolicy.
- Ja też mam alergię i zapewniam pana, że kot mnie nie uczula.
Ale wobec pana obiekcji będę go pilnować i...
- Nie obchodzi mnie to - po czym dodaje znacznie ciszej chowając
się za gazetą - jak go zobaczę kopnę.
- Przepraszam, co pan powiedział?
- Dobrze pani słyszała.
- To są groźby.
- To jest obrona.
- Chciałam być miła i się dogadać, a pan grozi.
Zapowiada się dobra podróż...
Po 20 minutach w wagonie jest już 40 stopni i nie, nie chodzi o
gorąca wymianę zdań ze współpasażerem. Na coraz częstsze utyskiwania pasażerów
wagonu nr 7 w końcu reaguje konduktor propozycją udania się do wagonu 1 klasy i
zajęcia wolnych miejsc. Ze względu na kota i opadające siły decyduje się na
zmianę. Ku uciesze pasażerów innych wagonów 20-osobową grupą ruszamy do ziemi
obiecanej znajdującej się w wagonie nr 1. Na drugi koniec pociągu. Tam okazuje
się, że wolnych miejsc nie ma. Wściekła kelnerka Warsa każe wracać nam na
miejsca i nie przeszkadzać w rozdawaniu posiłków. Ruszamy w druga stronę.
W
okolicach 3 wagonu nogi zaczynaja mi drgać i uginać się pode mną. Ręce
samowolnie szukają wsparcia w ścianach i oparciach foteli. Nie jest dobrze.
Czuję mikrodrgania pojedynczych nerwów. Spotykam konduktora. Zagaduje
grzecznie, że słabo mi i nie dam rady wrócić do nagrzanego przedziału. Każe mi
iść dalej bo blokuje przejście. Mówię, że mój stan medyczny może za chwile nie
pozwolić na zrobienie kolejnego kroku i będzie musiał wzywać karetkę. Zapewnia,
że klima jest już naprawiona i muszę wrócić na miejsce.
Wracam, choć z dwoma
pitstopami.
Po chwili sprawdzają bilety. Szeptem informuje, że
naprawdę nie mogę ze względów zdrowotnych siedzieć w tym nagrzanym przedziale.
Konduktor odpowiada , że zawsze mogę złożyć reklamację...
Klima faktycznie zaczęła działać, po jakimś czasie i nagrzany
wagon wrócił do normalnej temperatury ale cóż z tego skoro nogi lekko zwiędłe
pozostały;/
sobota, 16 stycznia 2016
Swędzenie nerwów to też rzut
Życie z SM jest jak czytanie zaskakującej książki. Niby wiesz o co chodzi, czaisz główny wątek, ale ciągle pojawiają się zaskakujące zwroty akcji i nietypowi bohaterowie. Oto właśnie żyjąc z chorobą 5 lat w życiu nie pomyślałabym, że jednym z jej objawów może być swędzenie.
Uporczywe,
bezprzyczynowe
swędzenie.
Zaczęło się od 4 cm kwadratowych przedramienia. Przez dwa lub trzy dni zastanawiałam się cóż to jest za wrażenie, znane mi ale bez widocznej przyczyny trudne do opisania. W końcu doszłam do wniosku, że najbliżej mu do oparzenia po bliskim spotkaniu z pokrzywą. I choć nie ma bąbli i zaczerwienionej skóry, swędzi i piecze zupełnie jak po wytarzaniu się w pokrzywach. W ciągu tygodnia swędzenie opanowało całą rękę. Staram się nie drapać, ale... Wiecie jak to jest. A najgorsze jest to, że na to żadna maść nie pomoże;/ Z trudem powstrzymuję się przed kompulsywnym drapaniem. Nerw, wzdłuż którego swędzi, znaczę pręgami powstającymi pod wściekłymi paznokciami. Można zwariować. Choć da się żyć.
Gdzieś pomiędzy wściekłym drapaniem się a dochodzeniem do siebie po przeczulicy dostałam wyniki rezonansu. Wyszły fatalne. Czego innego mogłam sie spodziewać, skoro badanie wykonano na początku grudniowego rzutu? Za każdym razem jadąc do szpitala, obiecuję sobie, że będę twarda, ale zwykle w ten wyjątkowy dzień opada mi garda i najzwyklej na świecie dostaję panicznych ataków niepokoju.
Uporczywe,
bezprzyczynowe
swędzenie.
Zaczęło się od 4 cm kwadratowych przedramienia. Przez dwa lub trzy dni zastanawiałam się cóż to jest za wrażenie, znane mi ale bez widocznej przyczyny trudne do opisania. W końcu doszłam do wniosku, że najbliżej mu do oparzenia po bliskim spotkaniu z pokrzywą. I choć nie ma bąbli i zaczerwienionej skóry, swędzi i piecze zupełnie jak po wytarzaniu się w pokrzywach. W ciągu tygodnia swędzenie opanowało całą rękę. Staram się nie drapać, ale... Wiecie jak to jest. A najgorsze jest to, że na to żadna maść nie pomoże;/ Z trudem powstrzymuję się przed kompulsywnym drapaniem. Nerw, wzdłuż którego swędzi, znaczę pręgami powstającymi pod wściekłymi paznokciami. Można zwariować. Choć da się żyć.
Gdzieś pomiędzy wściekłym drapaniem się a dochodzeniem do siebie po przeczulicy dostałam wyniki rezonansu. Wyszły fatalne. Czego innego mogłam sie spodziewać, skoro badanie wykonano na początku grudniowego rzutu? Za każdym razem jadąc do szpitala, obiecuję sobie, że będę twarda, ale zwykle w ten wyjątkowy dzień opada mi garda i najzwyklej na świecie dostaję panicznych ataków niepokoju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)